Początki rodzicielstwa z pieluszkami w tle

Rodzicielstwo to dla Ciebie nowa sytuacja? Masz więcej pytań niż odpowiedzi na nie? Niby Internet taki pojemny, a ty wciąż szukasz i znaleźć nie możesz? Czujesz się przygnieciony wielością informacji, a nadal nie znalazłeś tego co szukałeś? No to witaj w klubie. Właśnie zacząłeś cierpieć na jedną z największych bolączek obecnego rodzicielstwa.

My jednak chcemy tą dziurę edukacyjną wypełnić. Mamy dziś dla Ciebie materiał przygotowany przez Monikę Małgorzatę Lis. Mamy nadzieję, że dzięki informacjom, które otrzymasz, uda Ci się wgryźć w świat pieluszek i wybrać to, co dla Ciebie i dziecka najlepsze.

 

Nasz umysł działa w ten sposób, że przyjmuje za oczywistość pewne zjawiska, jeśli jest wielokrotnie na nie eksponowany. Nikt obecnie nie zastanawia się nad tym, czy może skorzystać z internetu – po prostu odpala komputer i automatycznie loguje się do sieci. Trudno nam sobie wyobrazić świat bez wirtualnej rzeczywistości, a przecież jeszcze dwadzieścia lat temu tylko nieliczni wiedzieli, czym jest Internet… Podobnie jest z przedmiotami codziennego użytku, które nas otaczają. Dzisiaj chciałabym zastanowić się nad… pampersami.

“Pampersy” = pieluszki jednorazowe

Pampersy takie, jakie znamy, są obecne na rynku (amerykańskim) od lat 60-tych. W Polsce rozgościły się na dobre dopiero w latach 90-tych. Od tego czasu stanowią produkt pierwszej potrzeby dla rodziców małych dzieci. Setki tysięcy osób nie wyobraża sobie bez nich funkcjonowania i nie pomyśli o alternatywnym rozwiązaniu. Przyzwyczajenie robi swoje. Media wciąż reklamują „nowe, wspaniale chłonne pieluchy, które trzymają 12 godzin”. Rodzice potulnie idą do drogerii i czekają na promocję, żeby kupić hurtowe ilości czegoś, co zaraz wyląduje na śmietniku.

Jeszcze w ciąży

Kiedy byłam w ciąży z konieczności zaczęłam zgłębiać temat pieluch. Już sama myśl o tym, żeby tę małą, świeżą, nieskażoną niczym pupkę zapakować w plastik, jak tylko opuści mój brzuch, była dla mnie nie do zniesienia. Z drugiej strony wizja gotowania tetry w wielkim garze i wdychaniu oparów siuśków też nie była zbyt pociągająca. Na szczęście z pomocą przyszedł Internet. Szybko okazało się, że moje wyobrażenie na temat współczesnych pieluch wielorazowych nijak się ma do rzeczywistości. „Tak! To jest to, jesteśmy uratowani!” – cieszyłam się jak głupia, przedzierając się przez gąszcz informacji na temat wkładów, otulaczy, formowanek, prefoldów…

Gdy w domu pojawia się mały człowiek…

I przyszła na świat córeczka. Spakowałam do torby stos tetry (warstwa chłonna) i kilka otulaczy PUL (to, co izoluje wilgoć od ubranek). PUL to materiał, który jednocześnie zatrzymuje wilgoć i oddycha – lepszy zamiennik sławnych majtek z ceraty z czasów komuny. Budziłyśmy niemałe zainteresowanie w szpitalu, bo te pieluchy są takie piękne, kolorowe… Minęło już 2 lata odkąd się w ten sposób pieluchujemy. PUL z czasem zastąpiła wełna, która systematycznie zostaje poddawana kuracji z lanoliny. Jest absolutnym hitem! W lecie pupa chłodna!

Moja córeczka nie wie, co to inwazyjne kremy na odparzenia, ba! Jak wyglądają odparzenia. Pielęgnuję ją samą wodą i zasypuję mąką ziemniaczaną, jeśli wystąpi jakieś delikatne podrażnienie. Pieluchy piorę nie ja, ale… pralka! Dorzucam je do innych ciuchów. Nie dość, że wyprawka pieluchowa jest o niebo tańsza niż kupowanie jednorazówek, to wcale nie ma przy tym tak wiele roboty, jak mogłoby się wydawać. Tyle, co wywieszenie prania…

Wielorodzice

Tak mocno weszłam w środowisko rodziców, który stosują pieluchy wielorazowe (uwaga! Możesz kupić takie, które przypominają do złudzenia pampersa, tylko się je pierze, a nie wyrzuca… to tak zwany system All In One, czyli warstwa chłonna i izolująca zszyta w jedno w pieluszce), że to stało się dla mnie oczywistością. Kiedy tylko wychodzę z naszego kręgu dopada mnie zdziwienie, że jak to, większość dzieci chodzi w plastikowych majtach?! Jeszcze bardziej dziwi mnie, kiedy rodzic wie, że jego dziecko właśnie za chwilę będzie się chciało załatwić, a nie ściąga pieluchy i nie proponuje nocnika…

Bliżej natury

No właśnie: czy pieluchy (jakie by nie były, jedno- czy wielorazowe) to w ogóle jest naturalne rozwiązanie dla człowieka? Wyobraźmy sobie taką sytuację. Wybierasz się w długą podróż autobusem. Istnieje ryzyko, że nie będziesz mógł korzystać z toalety tak często, jak tego potrzebujesz. Kupujesz więc pampersy i zakładasz sobie na drogę. Zrobisz to? Czy raczej będziesz domagać się tak częstych postojów od kierowcy, jak to tylko możliwe? Dam sobie rękę uciąć, że wybierzesz tę drugą opcję. Dlaczego zatem pozwalamy naszym dzieciom – mówiąc wprost – robić pod siebie?

„Bo dzieci nie kontrolują swoich potrzeb fizjologicznych” – oto najczęstsza odpowiedź. I tu Cię zaskoczę. Kontrolują, oczywiście na miarę swoich możliwości. Co więcej, jeśli nie przyzwyczaisz dziecka do załatwiania się w pieluchę, ono wcale tego nie chce! Opowieści o tym, że noworodek oddał smółkę dopiero wtedy, kiedy mama zdjęła pieluchę, są na porządku dziennym.

Moja córka doprowadzała mnie czasem na skraj rozpaczy, kiedy musiałam lecieć w zimie do domu, bo ona za nic w świecie nie załatwi się do pieluchy, kiedy siedzi w chuście. Tak! 2-miesięczna bobasia darła się jak opętana i robiła siku dopiero wtedy, kiedy wyjęłam ją z chusty i otworzyłam pieluchę. Najpierw bałam się ją trzymać nad nocnikiem, więc za toaletę służył nam przewijak. Do faktycznego stosowania Naturalnej Higieny Niemowląt dojrzałam w okolicach 3 miesiąca, kiedy zaczęła trzymać główkę. Od tej pory nocnik towarzyszy nam w domu, na spacerach, w zasadzie wszędzie, gdzie tylko przebywamy i wręcz ważniejsze jest, żeby go zabrać ze sobą niż zapas pieluch.

Naturalna Higiena Niemowląt

NHN polega na tym, że kiedy Twoje dziecko komunikuje Ci (tak, jak potrafi, czyli np. wiercąc się, krzycząc, trąc oczy…), że chce na nocnik, Ty mu to umożliwiasz. Nie zmuszasz, nie chwalisz, po prostu umożliwiasz mu załatwić swoje fizjologiczne potrzeby w sposób najbardziej higieniczny, jaki stosujemy w naszym społeczeństwie: do nocnika/toalety. To naprawę niesamowita rzecz, kiedy mojej córeczce nagle zmienia się nastrój, ściągam jej pieluchę, biorę na nocnik, ona szczęśliwa robi co ma zrobić, ubieram pieluchę i bawimy się dalej. Jasne, są takie dni (np. podczas skoków rozwojowych), kiedy komunikacja leży i kwiczy, bo dziecko cały dzień marudzi i Ty nie wiesz, czy akurat chce jeść, na nocnik, nosić się czy Bóg wie co jeszcze. Ale zazwyczaj jednak nocnik jest w użyciu non stop. Dla mnie jest to kolejny sposób (obok chustowania, karmienia piersią, współspania) na okazywanie dziecku miłości i bliskości.

Warto zauważyć, że NHN to nie jest trening nocnikowy. Tutaj ciężar odpowiedzialności spoczywa na rodzicu, nie na dziecku. NHN ma też tę zaletę, że pozwala zachować spójność w zachowaniu, tzn. od początku dziecko rozumie, że swoje potrzeby najlepiej załatwiać poza pieluchą. Jeśli ignorujemy komunikat „chcę na nocnik” i przyzwyczajamy je do załatwiania się w pieluchy, to dlaczego się dziwimy, że jest zdezorientowane, kiedy rodzic nagle oznajmia: „teraz pielucha be, trzeba na nocnik”?

Jaki sposób pielęgnacji wybrać?

Myślę, że dzięki takiemu sposobowi pielęgnacji, jaki wybrałam, od pierwszych dni pomagam mojej córeczce uczyć się swojego ciała, słuchać go. Mokra pielucha nie bierze się przecież znikąd! Kiedy nie zakładam pampersa, który momentalnie absorbuje wilgoć, moje dziecko ma szansę nauczyć się, że zanim poczuje mokro, w ciele pojawi się dyskomfort (w tym wypadku parcie na pęcherz). A kiedy zdarzy się grubsza sprawa w pieluszce, to niezależnie od tego, czy pielucha idzie do kosza czy do pralki, i tak trzeba ubabrać się w kupie wycierając ją z każdego najmniejszego zakamarka ciała własnego dziecka.

Style rodzicielstwa

Są różne style rodzicielstwa. Ja wybrałam ten, w którym staram się odpowiadać na potrzeby mojego dziecka i reagować, kiedy czegoś chce. Jeśli jest głodne, daję pierś. Gdy jest smutne, noszę. A jeśli wygląda na zmarznięte, ubieram. Chce siku, daję na nocnik. Ma mokro, zmieniam pieluchę.

To jak? Pampersy to jedyne możliwe rozwiązanie i oczywista oczywistość? Nie? To witaj w świecie wielopieluchujących matek-wariatek! 😉

Monika Małgorzata Lis

monikamalgorzatalis.pl

 

fot. A. Sowa