Do krakowskiego szpitala mali pacjenci zostali przewiezieni ze Śląska, gdyż nie ma tam ani jednego oddziału zakaźnego dla małych dzieci. Najprawdopodobniej skończy się tylko na strachu. Jednak ze względu na fakt, że dzieci zachorowały po powrocie z podróży hospitalizacja i obserwacja była niezbędna.

Miały objawy zakażenia górnych dróg oddechowych. Ale ani wywiad medyczny, ani przebieg choroby nie potwierdza, że mamy do czynienia ze śmiertelnym koronawirusem z Chin – uspokaja Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala im. Stefana Żeromskiego w Krakowie w Gazetą Wyborczą. W najbliższych dniach dzieci mają opuścić szpital.

Chiński koronawirus był do dnia dzisiejszego powodem śmierci 80 osób. Zakażonych nim jest co najmniej 2300 osób.