Walentynki – komercja i potok czerwonych serduszek rodem z Ameryki czy coś więcej?

Walentynki – komercja i potok czerwonych serduszek rodem z Ameryki czy coś więcej?

Kwiaciarnie uzbrojone po zęby w róże, tulipany i inne kwitnące rośliny. Supermarkety pękają w szwach od bombonierek i pluszowych serduszek. Ale czy w Polsce i Europie zawsze tak wyglądało świętowanie tego dnia – dnia świętego Walentego?

Wróćmy do historii tego święta. W Europie południowej i zachodniej jest ono znane od średniowiecza. W pozostałej części kontynentu pojawiło się znacznie później. Na dzień dzisiejszy nie ma ono jednego konkretnego przodka. Badacze kultury wskazują za jego początki święta obchodzone w Cesarstwie Rzymskim lub kojarzą je z postaciami z mitologii takimi jak Kupidyn czy Eros. Natomiast Brytyjczycy uważają to święto za własne z uwagi na fakt, że rozsławił je na cały świat sir Walter Scott.

Do Polski obchody tego święta trafiły wraz z kultem świętego Walentego z Bawarii i Tyrolu. Popularność zyskały w latach 90. XX wieku.

Zanim w związku z tym świętem rynek zalały pluszowe, plastikowe i czekoladowe serca,  zwyczajem w tym dniu było obdarowywanie się listami zawierającymi wyznania miłosne często pisane wierszem. W dniu dzisiejszym pisanie listów w tradycyjnej formie zdaje się być sztuką całkowicie wymarłą, a jednocześnie niezwykle piękną i miłą dla oka i serca.

A Ty Drogi Czytelniku ile liścików walentynkowych w tym roku podarowałeś swoim bliskim? Może warto wrócić do tej tradycji?