Fuzja dobrej muzyki, smaków i zapachów, czyli klimatyczne Walentynki w krakowskiej restauracji Vistula Port.

Do przejawów globalizacji, unifikacji i amerykanizacji typu Halloween czy Walentynki podchodzę z dystansem i z przymrużeniem oka. Z drugiej strony każdy pretekst i okazja, by pobyć z najbliższymi, doświadczyć czegoś nowego i po prostu wyrwać się z domu spotyka się z moją aprobatą, dlatego z przyjemnością przyjąłem zaproszenie na walentynkowy koncert Azzji (pseudonim Joanny Mądry znanej m.in. z udziału w programie The Voice of Poland).

Zupełnie szczerze przyznaję, iż od kilku lat, z wyboru, nie oglądam telewizji i twórczość Asi nie była mi znana, ale ciekawość rzeczy nowych zwyciężyła i postanowiłem wyjątkowo skrócić pracę, by dotrzeć na koncert. Po drodze do restauracji wpadłem do kwiaciarni po okazały bukiet walentynkowy dla żony, pośpiesznie przebrałem się i o 20.00 byłem już na Zakolu Wisły. Wybór Vistuli Port nie był przypadkowy. Każdy, kto choć czasem zagląda na moje profile społecznościowe wie, że to ulubiona restauracja moich dzieciaków i to właśnie w tym miejscu zorganizowałem ubiegłoroczną edycję Charytatywnego Wieczoru Tunezyjskiego oraz imprezę andrzejkową dla znajomych. Dlaczego ? Lokalizacja poza centrum miasta skutkuje względnym spokojem i możliwością otrzymania stolika prawie zawsze.

Lokal dba o najmłodszych gości – posiada kącik zabaw dla dzieci, a w niedzielę organizuje nawet bezpłatną nianię, co pozwala rodzicom na chwilę prawdziwego relaksu przy lampce wybornego wina. Menu Vistuli Port to umiejętna fuzja kuchni polskiej i europejskiej z troską o najwyższą jakość serwowanych potraw. Oprócz mięs pod różną postacią w jadłospisie nie brakuje krewetek, ryb, makaronów czy domowych burgerów. Całość dopełnia morski wystrój lokalu oraz prywatna sala pod zamknięte uroczystości. Przed restauracją znajduje się spory, bezpłatny parking.

Na koncert Azzji przybyłem w towarzystwie żony oraz przyjaciół – Aliny, Adama, Klaudii oraz Waldka. Dla nikogo z nas nie był to debiut w tym miejscu. Sporą frajdą i niespodzianką okazało się natomiast specjalne menu walentynkowe, które diametralnie różniło się od typowych dań z karty. Podczas kameralnego koncertu mieliśmy okazję podejść do wokalistki i osobiście poznać Asię. Azzja wykonywała utwory własne oraz covery znanych hitów.

Jako fan talentu Whitney Houston nie mogę nie podkreślić frajdy, jaką sprawiło mi brawurowe wykonanie nieśmiertelnego I will always love you. Vistula Port, dobrze dobrane towarzystwo i koncert Azzji… Tak! To był zdecydowanie dobry przepis na udane Walentynki. Serdecznie zapraszam do polubienia profilu restauracji Vistula Port i udziału w ich wydarzeniach. Naprawdę warto!

Dawid Łasut/fot. Vistula Port