Biała Gwiazda rozgromiona przy Reymonta!!!

Smutny widok oglądali kibice, którzy licznie przybyli na mecz Wisły Kraków ze Śląskiem Wrocław. Podopieczni trenera Adriana Guli zostali rozgromieni 5:0, a skalę porażki najlepiej pokazuje fakt, że najlepszym Wiślakiem na boisku był bramkarz Mikołaj Biegański. 

Spotkanie, rozgrywane przy R22 zapowiadało się niezwykle ciekawie. Wisła po trzech porażkach z rzędu w poprzedniej kolejce rozgrywek zwyciężyła w Zabrzu z miejscowym Górnikiem. Natomiast podopieczni Jacka Magiery chcieli przerwać passę dwóch porażek z rzędu, które spowodowały spadek w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Zespoły dzieliły jednak zaledwie trzy oczka.

Biała Gwiazda rozpoczęła pojedynek w bardzo dziwnym ustawieniu. Po raz kolejny na ławce rezerwowych usiadł Yaw Yeboah, natomiast Czech Michal Frydrych występował w roli defensywnego pomocnika. W grze od początku widać było duże dziury w środku pola. Biała Gwiazda została szybko sprowadzona do parteru przez piłkarzy Śląska.

Już w 8 minucie świetną podcinką nad Biegańskim wynik otworzył Erik Exposito. Ten sam piłkarz podwyższył prowadzenie na 2:0 bardzo dobrym strzałem sprzed pola karnego. Formacja defensywna Wisły była dziurawa niczym szwajcarski ser i po kwadransie zanosiło się na kompromitującą porażkę na własnym stadionie.

Wiślacy spali, Śląsk atakował

Podopieczni trenera Jacka Magiery kontynuowali świetną grę. Trzeba jednak przyznać, że rywale zdecydowanie ułatwiali im rozwijanie skrzydeł i gdyby nie Mikołaj Biegański, było by o wiele gorzej. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3:0, a trzecie trafienie dla Śląska zanotował Diogo Verdaski, który po dośrodkowaniu z rzutu wolnego strzałem głową wpakował piłkę do siatki Wisły Kraków.

Wiślacy prezentowali się na murawie na tyle fatalnie, że po pół godzinie gry trener Gula ściągnął z boiska Macieja Sadloka oraz Konrada Gruszkowskiego, a w ich miejsce pojawili się Yaw Yeboah oraz Dor Hugi. Nie zmieniło to znacząco obrazu gry. Wrocławianie atakowali, a piłka po strzale Exposito wylądowała na poprzeczce, tak samo jak po dobitce Picha.

Dobicie rywala

Druga część spotkania była swego rodzaju walką o przetrwanie i jak najmniejszy wymiar kary. Piłkarze Białej Gwiazdy niestety swoją fatalną grą zasłużyli na wysoki rozmiar porażki. Wszystko było bez ładu, składu. Pomimo posiadania piłki Wiślacy nie potrafili skonstruować „bramkowej akcji”.

Śląsk Wrocław postanowił dobić gospodarzy. I zrobił to w ostatnim kwadransie spotkania. Hat-tricka skompletował Eric Exposito, który po faulu w polu karnym sam wymierzył sprawiedliwość podwyższając prowadzenie na 4:0 strzałem z jedenastu metrów.  Piłkarz z Hiszpanii stał się nie tylko katem Wisły Kraków, ale dzięki trzem trafieniom wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji strzelców PKO BP Ekstraklasy. Dzieła zniszczenia dopełnił Marcel Zylla, wykorzystując sytuację sam na sam z Biegańskim.

Niestety był to jeden z najgorszych występów Wisły Kraków w ostatnich latach. Trener Adrian Gula musi się zastanowić nad grą swojego zespołu w kolejnych spotkaniach. Warto podkreślić, że za dwa tygodnie odbędą się Wielkie Derby Krakowa. Z taką postawą na murawie powodów do optymizmu jest coraz mniej…

Wisła Kraków 0-5 Śląsk Wrocław
Erik Expósito 7, 12, 77 (k), Diogo Verdasca 27, Marcel Zylla 90

fot. Bartek Ziółkowski – www.wisla.krakow.pl