Medalowy wieczór polskich lekkoatletek w Monachium

Wspaniałe emocje przeżyliśmy trzeciego dnia Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce, które odbywają się w Monachium. Srebrny i brązowy medal w biegu na 400 metrów kobiet zdobyły Natalia Kaczmarek i Anna Kiełbasińska. Sensacyjne drugie miejsce zdobyła w rzucie młotem kobiet niespełna 22-letnia Ewa Różanska. Na medalowym kursie jest także kontuzjowana Adrianna Sułek. 

W biegu na 400 metrów srebrny medal wywalczyła, po pasjonującej potyczce z rewelacyjnie dysponowaną Holenderką Femke Bol, Natalia Kaczmarek. Srebro zdobyła z czasem 49.94. Jak przyznała w rozmowie z mediami to nie był łatwy bieg.

– Doping tutaj jest niesamowity, ale to był chyba jeden z cięższych moich biegów. Zaczęłam jak szalona i po 300 metrach byłam pierwsza. Praktycznie tak nigdy mi się nie zdarza biegać. To mnie kosztowało dużo siły i nie miałam tutaj tej mojej dobrej końcówki. Udało się zdobyć srebro, ale jestem zadowolona, że podjęłam tą walkę – zaznaczyła szczęśliwa wicemistrzyni Europy.

Kaczmarek drugi raz w karierze pobiegła 400 metrów w czasie poniżej 50 sekund.

– Taki wynik przed biegiem brałbym w ciemno. Wiedziałam, że Femke Bol jest bardzo mocna i to co ona biega nie jest w moim zasięgu. Nie zmienia to faktu, że ponownie pobiegłam poniżej 50 sekund, utwierdziłam się, że można to robić. Mam nadzieję, że będę tak biegać coraz częściej – podkreśliła Kaczmarek.

Podopieczna Marka Rożeja przebojem wbiegła do światowej elity rywalizacji na 400 metrów. Polka podkreśla jednak, że nadal ma ambitne plany i chce biegać jeszcze szybciej, a w kolejnych mistrzostwach Europy – latem 2024 roku w Rzymie – sięgnąć po cenniejszy medal.

– Zdecydowanie zrobiłam ogromny postęp. Chcę się dalej poprawiać. Łamanie 50 sekund to naprawdę coś niesamowitego. Tutaj zdobyłam srebro, ale chcę biegać szybciej i za dwa lata powalczyć o złoto – zapewniała reprezentantka klubu AZS-AWF Wrocław.

Imponującą szarżą na ostatniej prostej popisała się Anna Kiełbasińska. Finiszowała trzecia, zdobyła brązowy medal z czasem 50.29

– Nie wszystko się w tym biegu udało. Jako rasowa sprinterka powinnam zaczynać szybciej i po 300 metrach dowieźć pozycję do końca. Po wyjściu z wirażu zorientowałam się, że jestem piata i ogarnęła mnie panika. Ciągle mówiłam sobie „dasz radę, dasz radę” i tak do końca, do linii mety – mówiła Kiełbasińska.

Brązowa medalistka mistrzostw Europy przyznała, że przez cały sezon utrzymywała wysoką formę, jednak start w Monachium miał być niezwykle ważnym.

– Trenujemy tak, żeby być cały czas w wysokiej formy. Moje ciało ma być do tego przyzwyczajone, żeby cały sezon być na takim poziomie. Cały dzień dziś myślałam jak wyglądały moje ostatnie dwa lata, a nawet cała moja kariera. Zdawałam sobie sprawę, że albo dzisiaj albo nigdy. Mówiłam z paniami psycholożkami i z moim coachem mentalnym, że nie mogę tutaj źle wystąpić – podkreśliła zawodniczka SKLA Sopot.

W finale mieliśmy jeszcze trzecią reprezentantkę. Ósma na mecie zameldowała się Iga Baumgart-Witan (51.28).

Największą i niezwykle miłą niespodziankę sprawiła dziś jednak Ewa Różańska. Młociarka AZS-AWF Warszawa, trenowana od niedawna przez Malwinę Wojtulewicz-Sobierajską, w pierwszej próbie finałowego konkursu rzutu młotem poprawiła rekord życiowy osiągając 71.63 i plasując się na drugiej pozycji.

–Głowa jak nigdy byłą spokojna. Po pierwszym rzucie nie spodziewałam się, że będę miała medal – komentowała swój start wicemistrzyni Europy.

Później podopieczna Malwiny Wojtulewicz rzucała równo – osiągnęła 70.92 i 71.03, by na półmetku pozostawać na pozycji wiceliderki za Rumunką Biancą Florentiną Ghelber. Drugiej lokaty nie oddała już do końca zmagań, a srebro przypieczętowała jeszcze kolejnym rekordem życiowym – 72.12 – uzyskanym w szóstej serii.

– Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, ale nie myślałam, że zdobędę medal. Nadal to do mnie nie dociera, nie wiem co zrobiłam – cieszyła się w strefie mieszanej Różańska.

Polska młociarka przyznała, że gdyby w finale startowały dwie pozostałe nasze reprezentantki poziom mógłby być jeszcze wyższy.

– Gdyby w finale były Malwina Kopron, czy Kasia Furmanek trzeba by rzucać dalej – zaznaczyła.

W finałowym biegu na 400 metrów szóste miejsce z czasem 45.62 zajął Karol Zalewski. Mistrzem Europy został, po ataku na ostatnie prostej, Matthew Hudson-Smith – 44.53.

Wieczorną sesję wielobojowych zmagań Adrianna Sułek – trzecia po dwóch pierwszych konkurencjach – zaczęła od pchnięcia kulą na 13.23. W drugiej serii popisała się jednak próbą na 14.18 i poprawiła rekord życiowy w tej konkurencji. Po pchnięciu kulą podopieczna Marka Rzepki awansowała na drugą pozycję w ogólnej klasyfikacji siedmioboju. W biegu na 200 metrów nasza zawodniczka uzyskała czas 24.54 i po czterech konkurencjach jest czwarta z dorobkiem 3815 pkt.

– Jutro zaczynam o dziewiątej – rzuciła do polskich dziennikarzy Sułek, lekko utykając i przechodząc przez strefę mieszaną stadionu w Monachium.

Paulina Ligarska pchnęła kulą 13.78 i przebiegła 200 metrów w 24.74. Zawodniczka SKLA Sopot po pierwszej odsłonie zmagań ma 3580 punktów i zajmuje 15. miejsce.

Błędy w pierwszej części dystansu pozbawiły awansu do finału biegu na 110 metrów przez płotki Damiana Czykiera.

– Takie lekkie potknięcie jakie miało miejsce na drugim płotku nic nie szkodziło, ale zabił mnie ten czwarty. To było takie smutne. Zobaczyłem cały odjazd tych ludzi i już wiedziałem ze tego nie da się uratować. To powinien być bieg na zaliczenie, nie potrzebowałem jakiegoś cudownego biegu żeby do tego finału wejść – przyznawał po biegu Polak, który finiszował ostatni z czasem 13.99.

Na półfinale rywalizację w mistrzostwach Europy zakończył także 20-letni Jakub Szymański – siódmy w pierwszym półfinale z czasem 13.66.

Monachium, Maciej Jałoszyński / foto: Tomasz Kasjaniuk, Marek Biczyk

Skomentuj post

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Proszę wpisać nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z linkiem do ustawienia nowego hasła.